POZA SCHEMAT
  • BLOG
  • ULUBIONE SZLAKI
  • ŻYCIE POZA SCHEMATEM
  • O MNIE
  • BLOG
  • ULUBIONE SZLAKI
  • ŻYCIE POZA SCHEMATEM
  • O MNIE
Search by typing & pressing enter

YOUR CART

22/8/2016 0 Comments

Liswarciański Szlak Rowerowy: Ługi-Radły - Wąsosz Górny

Obraz
Liswarciański Szlak Rowerowy to szlak, który znalazłem przypadkiem, pierwszego dnia mojej wyprawy nad morze. Tereny Parku Krajobrazowego Lasy nad Górną Liswartą, przez które wije się pierwsza (lub ostatnia) część szlaku, zupełnie mnie zauroczyły. Tak bardzo, że odcinek od Woźników do wsi Ługi-Radły przejechałem od maja 2015 już trzy razy. Przyszedł w końcu czas, żeby zobaczyć, jak wygląda reszta szlaku, biegnąca do Wąsosza Górnego. Tym razem nie jechałem sam, a w mocnej i pełnej entuzjazmu ekipie: z moją drugą połówką i rodzicami. I choć drugiego dnia wycieczki lało jak z cebra, jak zwykle było warto!


O pierwszej części Liswarciańskiego Szlaku Rowerowego możecie przeczytać tutaj i tutaj. Część druga rozpoczyna się tam, gdzie skończyła się pierwsza - we wsi Ługi-Radły, a właściwie na samym jej krańcu, przy gospodarstwie agroturystycznym "Pod Starą Lipą", tuż obok zabytkowego młyna, dwojga stawów i wijącej się jakieś 50 metrów od domu Liswarty. Właściciele agroturystyki wspaniałomyślnie zgadzają się przechować nasze samochody na podwórku. Tak, tak, tym razem przyjechaliśmy tu samochodami, by zacząć jazdę tam, gdzie skończyliśmy ją ostatnim razem, czyli trzy miesiące temu - na piaszczystej ścieżce przy samym końcu wsi...


20 sierpnia, sobota
godz. 10:45


Złożenie rowerów i umocowanie na nich sakw, toreb i torebek zajmuje nam zaskakująco mało czasu. Oto jak działa magia czekającego na nas szlaku: przyspiesza ruchy i każe oczom wypatrywać niecierpliwie każdej kolejnej dróżki. Już po dwóch kilometrach wjeżdżamy do wsi Stany, która z amerykańskim mocarstwem nie ma zbyt wiele wspólnego. Dwa sklepy i kilkanaście domów wystarcza tu jednak wszystkim do szczęścia. Gdybym dookoła miał na co dzień tak rozległe pola i lasy jak tu, też nie szukałbym niczego więcej.

Nasza pierwszy przystanek to Krzepice, oddalone od Ługów-Radłów o 19 km.
Obraz


Przed wjazdem do centrum zbaczamy ze szlaku, by zwiedzić cmentarz żydowski. Wiedzie do niego niepozorna uliczka, a potem dość zarośnięta ścieżka, ale łatwo ją znaleźć, bo tuż obok miejsca odpoczynku mieści się tabliczka ze strzałką. Wale warto się tamtędy przeprawić . Pordzewiałe metalowe pomniki ukryte są wśród równie wiekowych drzew, a to wszystko zatopione jest w totalnej ciszy. Ma się wrażenie, że czas stanął tam w miejscu, a może wręcz płynie wstecz.
Obraz
Obraz
Obraz


Kilkadziesiąt metrów przed rynkiem w Krzepicach mijamy kościół pw. św. Jakuba, a tam, na murku nieopodal świątyni znajomy symbol przyciąga moją uwagę. Jakżeby inaczej - to znów droga św. Jakuba! Tym razem jednak nie Via Regia, a Droga Jurajska, która też prowadzi do Góry św. Anny, gdzie dotarłem szlakiem Via Regia. Tam pewnie szlaki się łączą.
Obraz


Ładnie tu. Rynek w Krzepicach jest niewielki, aczkolwiek jest tu wszystko, co trzeba, żeby po ponad godzinie pedałowania zakosztować uroków cywilizacji - przestrzeń, knajpka ze stoliczkami na zewnątrz, trochę zieleni, fontanna i wieża kościoła widoczna zza niskiej zabudowy. Reklamują się tu też produkty lokalne: krzepickie masło i twaróg.
Obraz


Za rynkiem szlak wiedzie wąskimi ulicami wśród niskiej zabudowy, by wreszcie po przekroczeniu drogi nr 43 zaprowadzić nas ku szerokim panoramom pól i lasów, z meandrującą wiernie z boku Liswartą, nad którą przejeżdżamy jednym z licznych drewnianych mostków. To jest właśnie klimat, z którym kojarzę ten szlak.
Obraz


A potem jest jeszcze lepiej - na odcinku od Zbrojewska do Dankowa szlak niesie nas pięknym, aromatycznym, iglastym lasem. Co prawda, trochę ciężej pedałuje się po piaszczystej ścieżce, urozmaiconej korzeniami, ale za to jakie widoki...
Obraz
Obraz


Znów nie sprawdziłem, jakie mamy po drodze atrakcje. A okazuje się, że mamy i to całkiem spore - w Dankowie trudno przegapić (choć mnie by się to udało) ruiny bastionowej twierdzy z XVII wieku, jedynej pozostałości po nieistniejącym już dziś gotycko-renesansowym zamku rycerskim. Ale to nie wszystko - tuż obok ruin odbywają się potężne dożynki, z wielką sceną, dziesiątkami rozstawionych pod zadaszeniem stołów i profesjonalną ochroną, której przedstawiciel pyta nas, czy chcemy wejść z rowerami. Mówimy, że my tu tylko na chwilę, a on na to: "To dobrze, bo to dożynki tylko dla ludzi". Okazuje się, że siedząc na rowerach przestajemy być ludźmi. Człowiek jednak uczy się całe życie.
Obraz
Obraz


Za Dankowem znowu las. I bardzo dobrze, choć może nie do końca, bo mój żołądek zaczyna już się odzywać w sobie tylko znanym języku, a sklepu jak nie było, tak nie ma. Są za to grzyby, ale ciężko byłoby je tak wsunąć na surowo. Pozostaje rozkoszować się widokiem i zapachem lasu, licząc, że brzuch w końcu się kiedyś uspokoi...
Obraz
Obraz

Z niewiadomych powodów od wyżej wspomnianego lasu w okolicy Rębielic Szlacheckich aż do Brzózek nie robię ani jednego zdjęcia szlaku. Pewnie po prostu dobrze się jedzie, co powinno być bardziej wymowne, niż jakiekolwiek widoczki.

Ostatnie 10 km do Wąsosza Górnego pokonujemy w tempie ekspresowym, bo siły są już na wyczerpaniu i tempo spacerowe groziłoby totalnym rozmemłaniem. Zresztą na takich drogach wyciśnięcie z siebie ostatnich sił to sama przyjemność.
Obraz


Wyczekana niebieska kropka czeka na nas tuż przy tutejszej Kalwarii oraz niewielkiej plaży, na której kajakarze właśnie kończą spływ Liswartą. Słońce jest coraz niżej i coraz cieplejszym światłem oświetla rzeczne fale. Nie ma samochodów, cisza dzwoni w uszach. To już koniec niebieskiego szlaku Liswarty. Jak zawsze w takim momencie jest mi trochę smutno. Zazwyczaj trwa to jednak paręnaście sekund, bo smutek szybko wypiera pewne pytanie, wesołe i pełne życia: gdzie pojadę następnym razem? Tak jest i dziś...
Obraz
Obraz



21 sierpnia, niedziela
godz. 10:30


Dzisiejszy dzień różni się od poprzedniego. Nie żebym nie zdawał sobie sprawy, że ta zasada tyczy się wszystkich dni od początku czasu - po prostu różnica między dziś a wczoraj jest dość intensywna. Leje. Od pierwszego obrotu korbą krople, najpierw nieśmiałe, potem coraz bardziej rozhulane, a po godzinie wręcz bezczelne, urozmaicają nam podróż powrotną do Ługów-Radłów.

W Zawadach wjeżdżamy na siostrzany szlak Liswarciańskiego - podążający tropem dopływu Liswarty - rzeki Opatówki. Po kilku kilometrach wypatrywania zielonych tym razem oznaczeń łapie nas ulewa totalna, która mogłaby być tłem niejednego filmu grozy. Dobre humory jednak nas nie opuszczają. Śmiejąc się, a czasem nawet dla dodania sobie animuszu śpiewając przedzieramy się przez świat zasnuty szarą ścianą z kropli i mgły.

W Złochowicach machamy na pożegnanie szlakowi Opatówki, ponieważ odbija na wschód, a my chcemy na zachód - do suchego wnętrza samochodów, czekających w Ługach- Radłach. Jedziemy więc już sami, kierując się coraz bardziej zamokniętą mapą, dojeżdżając rynku w Pankach, gdzie kolejny dopływ Liswarty, Pankówka, tworzy niewielki staw. Biegnie tędy czerwony rowerowy szlak Pankówki, jednak niestety też nie w naszą stronę. W Pankach, ciesząc się dachem nad głową, w restauracji "U Braci" zjadamy bardzo smaczny obiad. A, zapomniałbym wspomnieć - leje bez przerwy.
Obraz


Jeśli podoba nam się tutaj w tak bardzo średnią pogodę, co byłoby, gdyby świeciło słońce? Szczerze polecam te okolice wszystkim rowerzystom, którzy lubią spokojną jazdę, bez szumu samochodów, wśród drzew, pól i niewielkich wsi, z krajobrazem płaskim jak patelnia, pozwalającym wzrokiem sięgnąć tam, gdzie zazwyczaj nie sięga.

Tymczasem u nas bez zmian. Chociaż nie, zmiana jest - wjeżdżamy znów do parku krajobrazowego Lasy nad Górną Liswartą. Mokry las, w którego ścieżkach grzęzną opony, a z błotnych kałuży leją się kaskady nóg na łydki, nie robią już na nas wrażenia. Dawno przekroczyliśmy granicę przemoknięcia i jest nam wszystko jedno. To pozwala nam się cieszyć krajobrazami takimi jak te:
Obraz
Obraz


I tak, kilometr po kilometrze, zmierzamy do Ługów-Radłów, jednocześnie z każdą minutą wychodząc dalej poza swoją strefę komfortu, w której ubranie jest suche, a koła roweru nie zapychają się błotem. I co? Okazuje się, że i w takich warunkach może być całkiem fajnie. Inaczej, czyli w sumie ciekawiej. Śmiesznie przede wszystkim, nawet, gdy przemoczeni zaczynamy dygotać, a z nieba w pewnym momencie sypie się grad. Tutaj drugi raz ratuje nas przystanek autobusowy, wyrastając przed nami w idealnym momencie.
Obraz


Do samochodów docieramy po 16.00. Nie wiedziałem, że potrafimy tak szybko rozkręcać rowery i wrzucać je do bagażników. Jest pięknie i sucho. Dzisiejsze 50 km w deszczu dało nam popalić, ale jednocześnie pokazało, że da się przejechać taki dystans w deszczu i zakończyć go z uśmiechem.

Nie pozostaje mi nic innego, jak podziękować twórcom rowerowego szlaku Liswarty. Gdyby nie on, nie poznałbym tych spokojnych, malowniczych okolic i nie przeżył kilku wspaniałych wycieczek. Serdeczne dzięki!
0 Comments

Your comment will be posted after it is approved.


Leave a Reply.

    Kategorie

    Wszystkie Droga św. Jakuba Green Velo Inne Łemkowszczyzna Liswarciański Szlak Rowerowy Mikroprzygoda Piesze Wyprawy Praktyczne Porady Przemyślenia Rowerowe Wyprawy Szlak Historii Górnictwa Górnośląskiego Szlak Husarii Polskiej Szlak Rowerowy 2Y Katowice Głubczyce Wiślana Trasa Rowerowa


    Archiwum

    Styczeń 2023
    Grudzień 2022
    Wrzesień 2022
    Sierpień 2022
    Czerwiec 2022
    Kwiecień 2022
    Lipiec 2021
    Czerwiec 2021
    Kwiecień 2021
    Marzec 2021
    Luty 2021
    Listopad 2020
    Październik 2020
    Wrzesień 2020
    Sierpień 2020
    Lipiec 2020
    Czerwiec 2020
    Maj 2020
    Kwiecień 2020
    Marzec 2020
    Luty 2020
    Grudzień 2019
    Listopad 2019
    Wrzesień 2019
    Lipiec 2019
    Czerwiec 2019
    Maj 2019
    Marzec 2019
    Luty 2019
    Sierpień 2018
    Lipiec 2018
    Czerwiec 2018
    Maj 2018
    Kwiecień 2018
    Luty 2018
    Styczeń 2018
    Wrzesień 2017
    Sierpień 2017
    Lipiec 2017
    Czerwiec 2017
    Maj 2017
    Kwiecień 2017
    Marzec 2017
    Luty 2017
    Styczeń 2017
    Grudzień 2016
    Listopad 2016
    Październik 2016
    Sierpień 2016
    Lipiec 2016
    Czerwiec 2016
    Maj 2016
    Kwiecień 2016
    Marzec 2016
    Luty 2016
    Grudzień 2015
    Listopad 2015
    Październik 2015
    Wrzesień 2015
    Sierpień 2015
    Lipiec 2015
    Maj 2015
    Kwiecień 2015
    Marzec 2015
    Luty 2015
    Styczeń 2015
    Grudzień 2014
    Październik 2014
    Wrzesień 2014
    Lipiec 2014
    Maj 2014
    Sierpień 2013
    Kwiecień 2013

Powered by Create your own unique website with customizable templates.